czwartek, 6 stycznia 2011

pięćdziesiąt dwa.

a dzisiaj mam skan klasowego zdjęcia, na którym wyszłam jak hahaha, bez komentarza będzie lepiej. ale ważne, że te dałny tu są :D / wiem, że niewyraźne, ajć.

góra : Bartek, Kamil, Kuki, Siembi, Damian, Michał.
niżej: Nata, Aga, *fejspalm*, p. Studziński, Lusiek, Ola, Kinga, Justyna.
dół: Iwona, Beata, Reniek, Adaś, Rafał, Wioleta, Szczurek, Dorota.

wtorek, 4 stycznia 2011

pięćdziesiąt.

Justyna najlepszego dałnie <3 dzięki temu, że nie miała dziś neta poukładałam ciuchy w szafie. kurwa. dość. ja pierdole. dzięki temu, czego się nasłuchałam na chemii ( a konkretnie tego ) to się kurwa boję, serjo : o ale już wiem, co będę robić dzień przed, konkret. Lusiek, pierdl szkołę, zostań tap madl <3
już nawet nie kontroluję tego, że płaczę. automatycznie zamazuje mi się obraz, a ja jestem już do tego przyzwyczajona. wszystko. dosłownie wszystko kojarzy mi się z Tobą. Ty naprawdę m u s i s z wrócić. nie ogarniam tego, jak człowiek może być tak niewrażliwy, chociaż nie wiem, czy to akurat odpowiednie słowo.
+ widziałam zaćmienie słońca z Białą i no, to już coś :D

 czasem warto.



poniedziałek, 3 stycznia 2011

czterdzieści dziewięć.

opłynęło szybciej niż myślałam. nie wiem, jak Wam ale mi się wydaje, że te pięć dni po weekendzie jest tragiczne. jeszcze po przerwie świątecznej, no brawo. ale okej, wytrzymałam, dobrze jest. od dziś wierzę w cuda. między 4/5 z chemii : o dobre sobie. oby do 17 stycznia i czilujemy, oł.
- styczeń mamy? Aaaanka, jeszcze tylko 6 miesięcy i jesteśmy w raju.
- tak, ja chyba w malinach będę. 
kłócenie się z Heniem też dobre. 
- zdejmijcie sobie te bluzy taaakie gorąco a..
- a pan w swetrze.
- podoba Ci się mój sweter?
- nie bardzo.
- co?
- no, bardzo.
moje włosy mają wpierdol za to, że się tak kręcą.

nazwać kogoś swoim życiem? zabawne.


niedziela, 2 stycznia 2011

czterdzieści osiem.

wczoraj czytałam o konkursie fotograficznym. haha, tak, porywam się z motyką na słońce. niet niet, nie z moimi zdjęciami. tak sobie myślałam, że lepiej gdyby nie było 15 lutego tych kilkanaście lat wstecz. naprawdę byłoby lepiej. byłoby każdemu łatwiej. wiem, że znów mi odpierdala, ale nie chcę tego wszystkiego. oł, chcę żebyś wrócił, chcę tego jebanego 29 stycznia i maraton filmowy przez okrągłą noc. chcę, żeby to aż tak nie bolało.

 oddychamy według reguł. wdech i wydech.





czterdzieści siedem.

o, wstałam i poszłam na 9:30 do kościoła no ej, szok. jest 12:07 a ja mam już w sumie lekcje ogarnięte. no seerjo. wróciłam z kościoła, oglądałam tv i nagle zapowiedź jakiegoś filmu 'dziecko szczęścia' a ja do taty
- haha, ej tato, patrz jakiś film dziecko szczęścia, haha. 
a tata - no to oglądaj. coś o Tobie.
jaaa, znalazłam zdjęcie z otwarcia boiska, jaaaakie to stare, nie? zabijesz mnie, tak wiem.


catch me, I'm fallin'


Justyna, Lusiek.
to *.*

sobota, 1 stycznia 2011

czterdzieści sześć.

wiec mamy następny rok. nie wiem co Wy w tym wszystkim widzicie takiego oh i ah, no ale. znów każdy z nas spierdoli wieeele rzeczy, na których mu zależy, ludzie znów będą umierać, dzieci a Afryce głodować, niemowlęta będą się rodzić. nic się nie zmieni. haha, padam po wczorajszym chacie :D za 45 dni moje urodziny, mhm. maaam pomysł.