wczoraj w nocy zaczęłam w myślach układać to, co tu napiszę. na stoprocent nie będzie to wyglądało tak, jak chcę. ten rok był przewagą czekania. na wszystko. ciągle tylko dwa słowa w głowie. 'kurwa' i 'cierpliwości'. co zrozumiałam? wiele. nie można mieć nic na 'ot tak'. trzeba sobie na to zapracować. przyjaźni nie ma na pstryknięcie palcem. czyjeś zaufanie można stracić szybciej, niż się tego ktokolwiek spodziewa. kurwa, zuzia, jebać to, że poznałam Cię w tamtym roku, bo gdyby nie Ty nie przeszłabym przez większość tego piekła. pamiętasz? obie przechodziłyśmy przez to samo. przez ten jebany syf, którego żałuję do dziś. czasu nie da się cofnąć, a szkoda. boże, Angela, Ciebie poznałam w tym roku. gdyby nie to moje +20 konto gdyby nie 10 kwietnia, jezu, nawet nie myślę co by było, gdybym Cię przy sobie nie miała. byłaś zawsze, gdy tylko mogłaś. pamiętam moje 'buu' moje odchyły, na które reagujesz pytaniem, czy coś ćpałam. pomogłaś mi w tylu rzeczach, że no o ja. nie ogarniam tego, jak człowiek z drugiego końca świata może być taki kochany. Misiu, kurwa, jesteś kretynem, idiotą i nie wiem co jeszcze, no ale kurwa. na serjo nie ogarniam, czemu za każdym razem Cię nie ma. wiem, że strasznie trudno pojąć, że jest się dla kogoś ważnym, ale.. no zrozum to. to boli. ten fakt, że już nigdy nie powiesz ' Kajmejku, karmel geju to ja' nic, kompletnie. ale pierdole, znajdę Cię, zobaczysz. Lusiek, cwelu mamy chore akcje co prawda, uwielbiasz mówić, że ja jednak głupia jestem, co prawda ale Cie kurde mam, co prawda :D nie spędzimy tego sylwestra razem, co prawda, ale 00:00 i dzwonię z życzeniami kurde XD.pamiętam początek wakacji. zaczęło się 'rozstaniem'. czyli zakończeniem tego, co dłużej nie miałoby sensu. na początku i owszem byłam zła. ale potem? potem zrozumiałam że nic się nie kleiło. i nikomu nie chciało się tego kleić. w sumie.. nie było czym. właśnie dzięki temu gadamy teraz z dziewczynami. przekonałyśmy sie do siebie. jeszcze rok temu wyśmiałybyśmy perspektywy siedzenia razem na przerwie, a teraz to już jakby przyzwyczajenie. jestem na prawdę chora, skoro przeszkadza mi to, że jesteście. właśnie uświadomiłam sobie, że w tym roku przez moje życie przewinęła się masa ludzi. ale ja, jak to ja nie potrafiłam tego docenić. traciłam jedno po drugim. a przecież miałam wybór. do tej pory żałuję, co wybrałam. byłoby inaczej. zaraz na początku roku dziadek był w szpitalu. i dobija mnie fakt, że gdyby nie ja to.. nie, dobra nie myślmy o tym. moja 'przygoda z fotografią' (haha) zaczęła się również w tym roku. ale nadal cykam dla cykania.na następny rok życzę sobie dystansu do wszystkiego, lustrzanki na urodziny (haha, taaato ;>), mniej rozczarowań, tatuś, nie pal tyle, dziadek zdrowiej, tomek zmądrzej, misiu wróć, siusia bądź szczęśliwa, angela dałnie nie zostawiaj mnie, hubert ogarnij się.
piątek, 31 grudnia 2010
czterdzieści pięć / zdania o niczym.
środa, 29 grudnia 2010
czterdzieści cztery.
siemasz ziomuś, jestem pro. hahaha, po wczorajszym wieczorze to mi jebie całkowicie. boże, więcej na tego czata, nie wejdę jea. ojaojaoja mati z ' do dzwonka ' nas kocha. ofc mnie i zuzie :D ' karmelka i zuzia kochamy was ' no przy tym padłam, o jezu. do teraz mnie brzuch od śmiechu boli. jaaaaa.dzięki Tomek, że zapomniałeś założyć hasła do laptopa : ) to bardzo miłe z Twojej strony. siedziałam przez godzinę i słuchałam wszystkiego po kolei. jeśli dzisiaj nie wrócisz, to obejrzę jakieś filmy, aczkolwiek pewnie masz tylko ' biker boyz '. wstałam po 11 i mam tak zajebisty humor, że o em dżi : o
tęsknię? to za mało powiedziane, żeby wyrazić, jak bardzo mi Cię brakuje.
wtorek, 28 grudnia 2010
czterdzieści trzy.
multum subkultur, to świat nas zmusza do buntu.
przygryzłam sobie wargę, jest lepiej, jest pro, jestem pro :D zaraz pójdę sobie spać. oja, chce 15 luty *_*
czterdzieści dwa.
wczoraj leżałam i centralnie przemyślałam sobie wszystko. wyciągnęłam schizofreniczne wnioski, teraz się sama ich boję. ale ej, tak będzie lepiej. przechodzi mi. sama się sobie dziwię. nawet nie wiecie, jakie głupoty człowiek jest w stanie sobie wmówić. a najgorsze jest to, że zaczyna potem w to wierzyć. chciałabym mieć wyjebane, ale jednak nie potrafię. boże, powinnam sobie codziennie na ręce pisać 'ogarnij sie'. pewnie i tak by nie pomogło. wczoraj zjadłam tylko dwa cukierki i kawałek ohydnej czekolady, fu. dzisiaj tylko gripex - nospa - gripex - nospa. padam.
hejterzy nie przeszliby kilometra w moich butach.
+ klik w zdjęcie bo 'lepiej' wygląda.
poniedziałek, 27 grudnia 2010
czterdzieści jeden.
jezu, moja głowa : o moje nogi : o od 9:00 do 15:00 śpiewanie kolęd i łażenie od domu do domu. bez kurtki, rękawiczek = mrrrr, bezcenne. gardło mnie boli, a głowa pewnie zaraz mi z szyi odpadnie i poturla się pod drzwi, mhm. nieważne, że będę chora. wstaje 7: coś i myślę 'ej, zadzwonie do Anki, powiem żebyśmy nie szły, bo nas głowa boli i nie pójdziemy. 'idziesz na kolędę?' 'no, a ty?' 'też.' ale o 15:00 humor autentycznie mi się poprawił, gdy doliczyliśmy do 900 zł XD pewnie na wycieczkę żadną i tak nie pojedziemy, mniejsza./ jak ja się dziwnie czuję. naprawdę. chce wyjść z domu, wrócić za jakieś dziesięć lat. nie wiem właściwie po co. ale wracając do tego, że dziwnie się czuje to dobrze wiem, czemu. i tego się właśnie boję. że znów kurwa wróci to samo, że kurwa wrócisz Ty.
niedziela, 26 grudnia 2010
czterdzieści.
zaczynamy maraton bez snu. nocka w szpitalu, padam na ryj, nieważne. spałam jakieś dwie godziny, nieważne. jeżdżenie krzesłem obrotowym po korytarzu, dobre. gadanie do windy, lepsze. zła jestem. nie wiem na kogo, nie wiem na co, nie wiem czemu, nie wiem nic w sumie. ja pierdole, my chodzimy po kolędzie dzisiaj, czy jutro? bo nie wiem, czy zaspałam, czy nie. ej, Lusiek, wyślij mi na którą i gdzie się spotykamy, bo już nie pamiętam :D kolęd słucham na open fm, no pojebało mnie chyba. byłam u babci, najadłam się mandarynek, żeby znowu nie było, że 'ja mało jem'. pozdro. / jak to mnie wkurwia.
hit zimy 2010/2011? mieć złamane serce, a mówić, że ma się wyjebane.
sobota, 25 grudnia 2010
trzydzieści dziewięć.
wstałam. dzisiaj sobota, boże, na płacz mi się zbiera. nie wiem czemu. nigdy więcej myślenia o tym wszystkim przed snem, bo potem mam koszmary. proszę, niech mi się to więcej nie śni, błagam? wnerwia mnie wszystko. zmieniłabym wygląd bloga, ale pewnie ze złego na gorsze. do drugiej w nocy grałam w simsy, nie ma rzeczy niemożliwych. haha, zarabiam 490 simoleonów dziennie i jest słiiit. tak, zaczeło się przysyłanie mi życzeń, ale wszem i wobec informuję, że mam zablokowane konto, więc jeśli nawet chciałabym odpowiedzieć, to nie mam jak, fuck yea :D oooo, zaraz sobie trzasnę drzwiami, żeby mi użyło. oooo, kocham składać tomkowi życzenia, na co on mi odpowiada 'a w łeb nie chcesz?'. oooo, marzę o życzeniach sylwestrowych, oooo, mam schizy, oooo, pozdło.tak właśnie wygląda notka o n i c z y m.
aaajć, na 12 do kościoła.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

